Sześciolatki w szkole - relacje rodziców

Przeczytaj także:

Historia Piotrka

Historia Weroniki

Historia Wojtka

Historia Zosi

Winę zrzucono na dziecko

Smutna historia pewnego 6-latka

List matki 6-latka

6-latek nie radzi sobie w I klasie? To ma problem


Moja wnuczka

Dzień dobry,

Mam kolejny argument na to, że reforma rozpoczęcia nauki od 6 roku życia byłą źle przygotowana! Dziewczyka urodzona w grudniu 2004. Matka zachęcona reklamą systemu, namówiona przez rodzinę oraz widząc naprawdę ładne nowe klasy przygotowane dla tych maluchów zdecydowała się oddać dziecko do szkoły we wrześniu 2010. Dziewczynka miała wtedy 5 lat i 7 m-cy! Tak się złożyło że większość sześciolatków w tej klasie była z I kwartału 2004. Ciągle jest najmłodsza i najmniejsza w klasie. Z nauka sobie radzi, ale konieczne są lekcje wyrównawcze. Teraz gdy ma iść do 4 klasy szkoła poinformowała matkę, że nie przysługuje jej już świetlica! Dziecko mające niecałe 9 lat będzie musiało wracać do domu „z kluczem szyi”. Matka ze zwolennika wczesniego rozpoczynania nauki stała się przeciwnikiem tej reformy, bo gdyby dziewczynka poszła jako 7 letnia o teraz by szła do 3 klasy a Matka by miała „darmową” świetlice jeszcze przez rok!

Z poważaniem
Dziadek dziewczynki, który m. in. namawiał córkę aby wcześniej dać dziecko w łapy MEN

------------------

Nie jest tak pięknie

Jestem mamą 6-latka, którego posłałam do pierwszej klasy. Piszę do Państwa, ponieważ mam poważny problem. Nie wiem do kogo mogę się z nim zwrócić.
Otóż, po licznych namowach i obietnicach posłałam syna do I klasy. Myślałam, że skoro za rok pójdą wszystkie dzieci, czemu nie spróbować teraz. Na spotkaniach w przedszkolu obiecywano, że dzieci będą miały super, że szkoły są w 100% przygotowane, kadra pedagogiczna odpowiednio przeszkolona. Pomyślałam, warto spróbować, wiele koleżanek też zapisało swoje dzieciaczki, rozwinięte podobnie jak mój syn.
Prawie od samego początku roku szkolnego przekonałam się, że nie jest tak pięknie jakby się miało wydawać. W klasie na 25 osób było 5 sześciolatków, było ponieważ jeden uczeń już jest w zerówce.
Wychowawczyni dała od razu do zrozumienia, iż jest przeciwna sześciolatkom w I klasie. Mój syn nie potrafił wysiedzieć w ławce na zajęciach, nucił sobie, głośno coś mówił, przez co przeszkadzał w prowadzeniu zajęć. Po miesiącu wychowawczyni stwierdziła, że czas jego adaptacji się skończył i od tego dnia codziennie w "zeszycie kontaktów" mam adnotacje o jego zachowaniu. Przeważnie jest ona na niekorzyść mojego syna. A to, że wydaje dziwne dźwięki, a to że je na lekcji, a to że hałasuje, maluje po okładkach, chce wyjść do toalety w trakcie zajęć, gdy wypadł mu ząb na lekcji i go zgubił płakał i go szukał, itp.
W domu syn odrabia grzecznie lekcje, w szkole nie chce pracować, potrzebuje pomocy.
Na konsultacjach dowiedziałam się, że wychowawczyni traktuje go jak "jednostkę chorobotwórczą", że przez jego zachowanie cała klasa jest niegrzeczna, nie może się uczyć (a dodam,że klasa jest naprawdę trudna -i wg. mnie nie jest to wina mojego dziecka, gdyż on się nie bije, nie wyzywa - a takie zachowania w tej klasie to codzienność).
Syn ma co najmniej 7 ocen niedostatecznych (o których wiem do tej pory) i propozycje oceny z zachowania naganne.
Zrobił się smutny, sama się coraz częściej łapię na tym, że przez to co wypisuje wychowawczyni (w szkole jestem codziennie, a ona nie rozmawia ze mną, tylko wypisuje w tym zeszycie kontaktów) krzyczę na niego.

Wiem teraz, że popełniłam błąd, ale nie chciałam skrzywdzić mojego dziecka, kocham go nad życie i nie wiem co mam teraz zrobić.
Wychowawczyni sugeruje mi bym przeniosła go do zerówki, pani pedagog u której byłam na konsultacji z kolei mi tego odradza. Sama już nie wiem, co mam zrobić, wiem że w tej klasie dobrze nie będzie. Gdy chciałam przenieść dziecko do innej klasy, pani dyrektor przekonywała, żeby dać jeszcze szanse, że syn się zaadaptuje. Tak, tylko że mija już pół roku, a ja nie widzę zmiany w traktowaniu mojego syna.
Dodam, że wychowawczyni już ponad 30 lat pracuje w szkole, jest schorowana( sama powiedziała mi,że jest po 3 operacjach, przed lekcjami czasami zażywa leki przeciw bólowe, lub w ogóle jakaś wymęczona przychodzi do szkoły -my rodzice potrafimy już na dzień dobry wyczuć jej humor z rana).
Co do szkoły to nie wydaje mi się dostatecznie przystosowana do sześciolatków - nie ma placu zabaw, dywanów w klasach, a do "sali zabaw", która sąsiaduje z klasą mojego syna wciągu pół roku pani zabrała ich 2 razy.
Nie wiem co mam zrobić, proszę o jakieś wsparcie i pomoc w mojej sprawie, a raczej w sprawie mojego synka, którego dobro jest dla mnie najważniejsze.

Z poważaniem
(dane do widomości moderatora strony)

----------------------

Ostatnio dziecko zmoczyło się w nocy

Moje dziecko chodzi do 1 klasy na Ursynowie w państwowej szkole. Klasa składa się z samych sześciolatków.
Dzieci uczą się z podręcznika Juka. Po 2,5 miesiąca dzieci miały przerobiony 1 zeszyt ćwiczeń podręcznika. Od początku było nadane ostre tempo nauki, literki itd
Na zebraniu jeden rodzic powiedział że to może za duże tempo, na to inni rodzice ale ich zdolne dzieci nie będą się nudzić itd, itp.
Szybko pani zadawała teksty do czytania do domu. Te teksty dzieci uczyły się na pamięć bo były krótkie. Nie zauważyłam, żeby dzieci były jakimś systemem uczone czytać, na początku jakieś dzielenie na sylaby wyrazów i wio do czytania. Byłam na rozmowie z panią, moje dziecko nie czyta tak szybko itd..pani na to że no niektóre dzieci czytają naturalnie no a inne nie. Moje dziecko zaczęło płakać przy czytaniu już pół stronnicowych tekstów po miesiącu.
Pani powiedziała, że niech czyta połowę z tego.
Wychowawczyni dodatkowo debiutuje w roli nauczyciela 6-latków, wcześniej nie uczyła w szkole(((

Po rozmowie z rodzicami, niektórych czytających dzieci dowiedziałam się, że ich dzieci czytały już "naturalnie" od 1 września, gdyż albowiem "naturalnie" już były uczone jako 5-latki w prywatnym przedszkolu (sic!)
Moje dziecko po państwowym przedszkolu gdzie było chyba programowo zabronione uczenie czytać, przyszło do państwowej szkoły z zamiarem nauczenia się czytać.
W tej chwili ona nie chce czytać, bo widzi że czytanki coraz dłuższe, tempo większe i dziecko wpada w kompleksy, bo nie umie.
Dziecko przez panią zostało zapisane na reedukację, bo 1 września nie czytało!!! W każdym razie odstaje.

Mimo że uważam ją za zdolną i rozwiniętą ponad poziom, bo jest większa, ma większy zasób słów itd itp to w tej chwili dziecko już jest zniechęcone.
Dodatkowo ostatnio dziecko zmoczyło się w nocy, co nie miało miejsca przez kilka ostatnich lat.
Co robić? Idę na zebranie w przyszłym tygodniu.
Niemniej jednak nie robię sobie wiele nadziei, postrzegam szkołę jak betonowy schron, gdzie nauczyciele realizują swoje wizje, swoje cele i dzieci są na końcu. Miało nie być ocen a są literki i są oceniane. Problemy się przyklepuje. Boję się że problemy psychologiczne mogą się pojawić z zaburzeniami neurologicznymi. Jak postępować?
Nadmienię że byłam entuzjastką 1 klasy a teraz uważam że w wykonaniu naszych szkól i nauczycieli to farsa! Klasy 26 uczniów i nieprzygotowani nauczyciele. W razie co etykietka dziecka mało zdolnego a rodzic problemowy! Pomocy!

(wypowiedz z forum eDziecko)

-------------------------

Największy błąd

Popełniłam największy i najpoważniejszy błąd w życiu. Miałam wybór i zdecydowałam się posłać córkę do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Wydawało mi się, że skoro tyle mówi się o podstawie programowej, że taka prosta, łatwa i przyjemna dla dzieci, okazało się jednak, że tak nie jest. Moje 6 letnie dziecko siedzi po nocach i odrabia lekcje, nie ma czasu wolnego dla siebie, na ulubioną zabawę bo musi trenować czytanie. Po trzech miesiącach w szkole, dzieci muszą czytać dość długie czytanki, dodawać i odejmować, do tego przyroda. Nauczycielka pędzi z programem jak szalona. Jestem przerażona, z miłej energicznej dziewczynki moja córeczka zrobiła się płaczliwa, zniechęcona, z niską samooceną... "jestem głupia" jestem niezdarą powtarza jest niezwykle wrazliwa na ocenę i czuje, że zaczyna odstawać od reszty dzieci. Dostaje same dwóje i tróje nawet z plastyki. Chciałabym przenieść córkę do zerówki, ale czytałam, że są z tym ogromne problemy. Myślę nad tym by zapisać ją do prywtanej placówki. Jestem smutna i totalnie na siebie zła, zostałam wprowadzona w błąd, obiecywano wiele, a skończyło się jak zwykle. Mało tego, pani zostawia czasami dzieci podczas zajęć same w klasie, same na przerwach biegaja po całej szkole. Nie ma mowy o żadnej zabawie, bezpieczeństwie to istny skandal. Dzieci są normalnie oceniane. Owszem Pani stawia pieczątki, ale wiadomo, że są to punkty. Jestem wściekła, rozgoryczona, mam ochotę pójść z tym do sądu. Jak to możliwe, kto do tego dopuścił, żeby małe dzieci były tak traktowane. W jeden rok mają nauczyć się czytać i pisać. SKANDAL!

-------------------------------

Ja byłam za

Kiedy usłyszałam o wprowadzeniu obowiązku szkolnego dla sześcioletnich dzieci nie byłam temu przeciwna. Wręcz odwrotnie, ta sytuacja wydawała mi się doskonała. Moje dziecko jest dzieckiem żywym, ale przede wszystkim bardzo inteligentnym. Wychowane pomiędzy dorosłymi, posługuje się bardzo rozwiniętym słownictwem, ma ogromną wiedzę ogólną oraz żywą wyobraźnię. Chodząc od 3 roku życia do przedszkola świetnie wyrobiło w sobie wszelkie odruchy społeczne, jest koleżeńskie. Wydawałoby się więc, że podjęta przeze mnie decyzja o posłaniu go do pierwszej klasy jako sześciolatka jest jak najbardziej słuszna.

Podejmując tę decyzję kierowałam się powyższymi przesłankami, jak również opinią przedszkolną i tzw. gotowością szkolną.

Do wyboru szkoły podeszłam bardzo rzetelnie. Zapoznałam się z ofertą szkół, a także z wyglądem sal lekcyjnych. Mój wybór padł na jeden z zespołów szkół znajdujących się w naszym sąsiedztwie. Dużym argumentem był dla mnie fakt iż wspomniana szkoła ma oddziały integracyjne, wydawało mi się że nauczyciele w takiej szkole są lepiej przygotowani do pracy z małymi dziećmi.

Jak ogromnym zaskoczeniem była dla mnie pierwsza uwaga zapisana w dzienniczku ucznia wie tylko moja najbliższa rodzina. Skarga Pani Wychowawczyni dotyczyła zachowania mojego dziecka,. które ma problemy z wysiedzeniem w ławce. Byłam w szoku. Był to zaledwie drugi tydzień nauki. Oczywiście porozmawiałam ze swoją córką i pełna optymizmu kontynuowałam pracę nad rozwojem mojego sześciolatka. W połowie października Wychowawczyni zaprosiła rodziców na tzw. konsultacje. Ten dzień na długo pozostanie w mojej pamięci. Usłyszałam bowiem, że moje dziecko kompletnie nie nadaje się do pierwszej klasy. Nie spełnia żadnych wymogów, rysuje jak dwulatek, nie potrafi odpowiedzieć na żadne pytanie. Podsumowując, wychowawczyni zasugerowała przeniesienie dziecka do zerówki, gdyż na pewno nie ukończy ono pierwszej klasy. Na moje pytanie, czy nic się nie da zrobić, usłyszałam, że owszem ona może z nią popracować, ale nie widzi sensu "gdyż szkoda dzieciaczka męczyć, a ona jej i tak nie przepuści".

Byłam tak zszokowana takim postępowaniem nauczyciela, że w pierwszej chwili pomyślałam, że z moim dzieckiem faktycznie jest coś nie tak. Okazało się jednak, że podobny tekst usłyszało jeszcze kilkoro rodziców. Nie wiele się zastanawiając postanowiłam przenieść dziecko do innej szkoły. Za zgodą dyrektora rejonowej podstawówki moje dziecko zaczęło naukę w kolejnej pierwszej klasie. I stał się cud! Dziecko, które nie nadawało się do szkoły nagle świetnie sobie radzi. Dziecko, które nie umiało rysować, pisze pełne zdania. Jest szczęśliwe i zadowolone. A ja? Ja zastanawiam się co jest kluczem do refomy edukacji. Czy na pewno są to kolorowe sale i dobry sprzęt? Czy raczej są to dobrze przygotowani nauczyciele, potrafiący pracować z małymi dziećmi.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt iż sama jestem nauczycielką. Mam nadzieję, że przez rodziców moich uczniów nigdy nie zostanę tak odebrana jak wspomniana przeze mnie wychowawczyni. I pozostaje mi tylko wierzyć, że takich Pań jest niewiele. Że nie każde dziecko zostanie zrażone do szkoły na samym wstępie. Czego życzę wszystkim rodzicom.

---------------------------

List mamy 6-latki

Mam 6-letnią córkę, którą zdecydowałam się dać do szkoły od tego roku szkolnego do pierwszej klasy. Mieszkam w małej miejscowości i nie miałam praktycznie wyboru. Rodzice innych 6-latków bali się przeładowania w przyszłym roku i zdecydowali się na posłanie swoich dzieci wcześniej.
Uległam zapewnieniom Dyrektorki szkoły, że szkoła jest przygotowana do tego. Osobiście Pani Dyrektor telefonowała do mnie prosząc o zapisanie dziecka do I klasy gdyż brakuje im 1 dziecka by były dwie pierwsze klasy. Na zebranu zapewniała, że wprowadzanie liter w przypadku klas z 6 latkami będzie wolniejsze, jedna na 2 tygodnie, by je utrwalić. Jak nie będzie 6 latków to wprowadzanie liter będzie w tępię 1 na tydzień. Zdecydowałam się więc ją posłać. Cóż obietnice jedno, a życie drugie. Moje dziecko ma dziś wprowadzone 16 liter i 2 liczby. Mamy 8 tydzień nauki. Na moje pytanie co z zapewnieniami z przed wakacji usłyszałam od wychowawczyni, że ponieważ większość w klasie jest 7 latków, nie będzie ona zaniżała poziomu ze względu na nich. Są tygodnie kiedy ma wprowadzane 3 litery. Nauczycielka wymaga od dzieci czytania czytanek składających się z poznanych liter.
To jest po prostu koszmar. Moje dziecko nie ma czasu na nic, po szkole. Cały czas tylko nauka, pisanie i czytanie z którym całkowicie sobie nie radzi. Poświęcamy jej całe popołudnia i nie ma efektów. Córka jest zniechęcona i tylko powtarza, że nigdy się nie nauczy czytać. Do tego dochodzi jeszcze angielski, drugi mój koszmar
.
Jak ja strasznie żałuje, że dałam się namówić na tą 1 klasę.

Oczywiście wyrażam zgodę na publikację mojego anonimowego ostrzenia dla innych rodziców, by nie ulegali presji posyłania 6-latków do szkoły. W przypadku mojej córki stwierdzam, że zabrałam jej w dosłownym znaczeniu tego słowa resztę dzieciństwa. Została jej tylko nauka i na nic więcej czasu. Prosi mnie o zapisanie na tańce, ale niestety, musiałam jej odmówić. Cały czas po szkole tylko litery i próby składania wyrazów. Mam okropne wyrzuty sumienia za to, że musi chodzić do szkoły. Teraz jestem pewna, że 6-latki to za małe dzieci by rozpoczynać naukę. Z rozmowy z nauczycielką wiem, że do półrocza mają znać wszystkie litery, a do końca roku szkolnego dobrze czytać. Jestem po prostu przerażona.
Podręczniki są takie przeładowane dziwną treścią (Nowe już w szkole).
Moje wyobrażenie o I klasie było takie, że będzie sobie powoli poznawać literki taka druga zerówka i z takim przeświadczeniem zdecydowałam się na szkolę, zresztą zapewniana przez Dyrektorkę szkoły o bardzo powolnym tempie.
Teraz od nauczycielki słyszę, że nie zwolni tempa, bo goni ją plan, który musi wykonać. Okłamali mnie i tyle.
W chwilach wolnych wertujemy z mężem internet i szukamy informacji o sposobie nauki dziecka składania liter. Nasze całe życie toczy się teraz wokół szkoły i mimo, ze poświęcamy cały wolny czas na jej naukę i tak pozostaje w głębokim tyle za 7 latkami.

Brońcie tych maluchów, bo program i podręczniki są okropnie trudne, zwłaszcza dla 6-latków.
Jak nic się nie zmieni i nie nastąpi przełom w jej nauce, w przyszłym roku ponownie wyśle ją do I klasy już jako 7 latkę.

-------------------------------

(6-latek w szkole) SP 225 w Warszawie

Moje dziecko w ubiegłym roku poszło do szkoły jako 6- ciolatek. (..) Moje dziecko przeżyło koszmar. Pierwszego dnia dużo pisania i cały czas w ławkach. Dzieci nie mogły wychodzić na przerwę, a po skończonych lekcjach świetlica i oczywiście dalej w ławkach. Świetlica zadaniowa - ciągle konkursy, nie wiem czy kiedykolwiek miały czas na zabawę. Potem było już tylko gorzej - trzeciego dnia czytanka do nauczenia. Pół strony tekstu, litery, których moje dziecko nie zna, pomimo, że znało wcześniej większość liter. Nauczyła sie tekstu na pamięć. (...)
Książki z wydawnictwa MAC, które moim zdaniem nie nadaja się dla dzieci 6- cioletnich (chyba, że ktoś potrafi uczyć?), ale to nie wszystko. Musieliśmy kupić dodatkowe książki do edukacji przyrodniczo-matematycznej i książkę do ortografii. Zadania z tych książek oczywiście do wykonania w domu. Zawsze do domu zadawane prace plastyczne i opowiadania. Skończyło się tym, że do 20- tej odrabialiśmy lekcje, a potem ja z mężem wykonywałam zadania z plastyki. Nie wiem jak, ale wytrwaliśmy do końca roku szkolnego. Przegapiliśmy moment, żeby zrobić badanie psychologiczne, bo chętnie znowu zapisalibyśmy dziecko do pierwszej klasy. A tak brniemy w to dalej. Zmieniliśmy szkołę i jest lepiej (jeśli może być lepiej). Wspaniała nauczycielka, która wie co robi. Może uda nam się pokonać fobię szkolną. Przed nami dużo pracy i spotkań z psychologiem. Ale mamy jeszcze jedno dziecko i o nie musimy walczyć.

--------------------------------------------

Gdynia SP 18 -sześciolatek

Witam, jestem mamą tego rocznego pierwszoklasisty 6-latka.
Od początku byłam nastawiona na to, że mój syn pójdzie do szkoły wcześniej, ale przez to co nam zafundowano codziennie zbiera mi się na płacz. Dziecko 6letnie zaczyna lekcje 3 razy w tygodniu o godz. 12.50, kończy o 16.25. To jest jakiś absurd!
Nie mówiąc o tym, że od godz. 8.00 do tej 12.50 przebywa w świetlicy z około 50 innych dzieci. Harmider jaki tam panuje zmęczyłby większość dorosłych. O "cichej świetlicy" można pomarzyć, a warunków do odrabiania lekcji tam nie ma i nie będzie, co nawet na zebraniu zapowiedziała wychowawczyni. Na dodatek syn dwa razy w tygodniu targa ciężkie 4 książki, gdyż są one "niezbędne" w domu i nie można ich w szkole zostawiać. Na dworze jeszcze nie byli ani razu. Zresztą gdzie? Szkoła wydała niedawno kolosalne pieniądze na nowe boisko, natomiast placu zabaw dla dzieci nie ma i nie będzie, bo to "fanaberia" wg pana dyrektora.
W szkole jest tłok ogromny, dyrektor przyjmuje ogrom dzieci spoza rejonu, bo szkoła jest prestiżowa i "modna". A my musimy przychodzić na zmiany... Mój syn codziennie przed szkołą mówi, że boli go brzuch, płacze straszliwie żebym nie zaprowadzała go do świetlicy, a jest dopiero od tygodnia w szkole... Mi kraje się serce, ale do pracy chodzić muszę. Mówi że nie lubi tej szkoły (jest strasznie ponura, swoją drogą), zresztą prawie żadne dziecko nie lubi tej szkoły.
I tylko łza poleci mi wieczorem, jak dzieci już śpią.

-----------------------------------

Szkoła Podstawowa nr 11 w Poznaniu

Witam jestem mamą sześciolatki, która poszła w tym roku do klasy I. Zaznaczam, że jestem przeciwnikiem reformy, która każe posyłać sześciolatki do szkoły. Z mężem podjeliśmy taką decyzję z ciężkim sercem, bojąc się o kumulację dzieci za rok kiedy to już przymusowo będą musiały iść do klas pierwszych wszystkie dzieci w wieku lat 6 i pozostałe w przedszkolach i klasach "0" 7-latki.

Dwukrotnie byliśmy na zorganizowanych przez szkołę dniach otwartych, żeby sprawdzić jakie warunki będzie miało nasze dziecko. Wysłuchaliśmy zapewnień dyrektora o pełnym przygotowaniu zarówno sal jak i kadry. I...........czujemy się oszukani i okłamani. Jesteśmy źli na siebie ale jeszcze bardziej na szkołę i Ministerstwo Edukacji.

Jak więc wygląda rzeczywistość w szkole.

1. Utworzono trzy klasy pierwsze po 29 osób w każdej. Na całe szczęście kilkoro dzieci nie stawiło się 1 września i klasy są 27 osobowe (zapewniano nas rodziców, że klasa może mieć maksymalnie 26 osób i że na pewno tak liczna nie będzie). Wychowawczyni już na pierwszej wywiadówce powiedział, że jest przerażona, że nie ma nawet szans podejść w pierwszym tygodniu do każdego dziecka i zaznaczyć mu co jest zadane, nie mówiąc już o korygowaniu błędów czy udzielaniu wskazówek

2. Klasy są mieszane rocznikami. w jednej klasie są zarówno dzieci z pierwszej połowy roku 2004 i drugiej połowy 2005. Różnica prawie 2 lat pomiędzy dziećmi.Nikt nie uwzględniał dat urodzenia, dzieci przydzielano chyba na zasadzie losowania ? i to chyba przez woźnego (zapewniano nas rodziców, ze klasy będą oddzielne dla 6 latków i 7 latków a w przypadku nierównej liczby 6 i 7 latków najmłodsze 7 latki dołączą do klasy 6 latków) -niestety na deklaracjach się skończyło, nikt nawet nie próbował dokonać takiego podziału.

3. Szkoła wybrała jako podręczniki "Nowe już w szkole". Wychowawczyni twierdzi, że dzieci muszą się ostro zabrać do pracy żeby zdążyć z programem. Już w pierwszym tygodniu dziecko codziennie przynosi jakieś zadanie w książce albo ćwiczeniach. Skarży się, że bolą ją paluszki ( zbyt napięte bo trzeba się już trzymać w liniach). A gdzie okres adaptacji, przyzwyczajania się do spędzania takiej ilości czasu w ławce. Do zapoznania się w grupie, do zapoznania się z nowym nauczycielem??? -na to nie ma czasu. (Zapewniano nas że program jest dostosowany do potrzeb 6 i 7 latków. że spokojnie każde dziecko pójdzie swoim tempem, będzie bez stresu opanowywało nowe umiejętności. Padły nawet słowa, że teraz w szkole bardziej liczy się dojrzałość emocjonalna a nie tyle poznawcza dziecka i to trzeba mieć na uwadze decydując się na posłanie 6 latka do I klasy)

4. dzieci mają część sali do "odpoczynku -wykładzina i worki sakwy...ale jest ich tylko ok 15 więcej się nie zmieści więc nie ma mowy o relaksie a tylko przy tym zatłoczeni służą chłopcom do pierwszych przepychanek.

5. świetlica dla dzieci klas 1 -3 jest ale jest tak przepełniona, że klasy I i tak pozostają po lekcjach w swoich salach (więc nie ma mowy o psychicznym odpoczynku, nie ma tam gier ani zabawek, dzieci i tak siedzą w ławkach)...ewentualnie przechodzą do sali klasy "0" a dopiero po godzinie 15 mogą zejść do normalnej świetlicy.

6. swój oddzielny korytarz dzieci maja na 2 piętrze a szatnia w piwnicach (ciągłe wędrówki po schodach pełnych starszych dzieci). Szatnie są obskurne, brzydkie. Niektóre dzieci w ogóle boją się tam chodzić.

7. Język angielski w tak licznej klasie jest lekcją która niczego nie wnosi - dzieci na pierwszej lekcji nie zdążyły nawet się przedstawić. Po pierwszych 10 osobach reszta już nie uważała (informacja od pani anglistki która jest przerażona wizją takich lekcji)

To tylko kilka przykładów na to że szkoły absolutnie nie są przygotowane na przyjęcie 6 latków a nawet 7 latków a rodziców się oszukuje.

Zawiedziona i przerażona mama.

-----------------------

Kwidzyn Szkoła Podstawowa nr 2

Smutną wiadomością jest to że na trzech sześciolatków w klasie jeden nie zdał do drugiej klasy a dwoje otrzymało promocję z zastrzeżeniami dla rodziców aby popracowali nad dzieckiem.

---------------------

Toruń SP nr 34

Ze względu na szybki rozwój, łatwość uczenia się, przebywanie stale ze starszymi dziećmi (...) oraz stabilność emocjonalną, zdecydowaliśmy posłać dziecko do szkoły o rok wcześniej . Mimo sprzeciwu wobec nowej reformy ! Dziecko wykraczało intelektualnie, emocjonalnie i wzrostowo poza poziom wiekowy. Jest o głowę wyższe od każdego sześciolatka. Mieliśmy taki wybór i zdecydowaliśmy ominąć etap zerowy w przedszkolu, ponieważ w/g nowej podstawy dziecko w zerówce nie może się uczyć czytać i pisać (wyrównanie szans ?!) Byłby to stracony czas dla dziecka które zna alfabet i czyta proste wyrazy, liczy w zakresie do dziesięciu. Decyzja była także podejmowana pod wpływem presji następnego ,, łączonego rocznika", gdzie rodzice tego wyboru już nie będą mogli mieć.

Już rozpoczęcie roku szkolnego było dla nas szokiem. Szkoła rozpoczęcie roku zrobiła dla wszystkich oddziałów I-VI. Dzieci siedziały stłoczone jak gąski, nie wiedząc o co chodzi. Nasze młodsze dziecko zna bardzo dobrze szkołę, bo prawie codziennie w niej było po rodzeństwo. Mimo tego popłakało się, przygniecione tłumem, szumem, bałaganem i chaosem jaki na początku panował.

Dziś jest czwarty dzień pobytu w szkole.

- Klasa bardzo mała zapisane 16 dzieci,

- klasa łączy sześciolatki ( tak jak moja córka) i siedmiolatki,

- Klasę dzieli z drugą równoległą klasą w systemie zmianowym. Nie ma regularnych godzin porannych!

- W klasie jest co prawda dywan, ale zastawiony ostatnimi rzędami ławek,

- Nie ma osobnych szafek dla dzieci. Mogą zostawić podpisaną teczkę z farbami, pastelami i blokiem,

- Żadnych zabawek,

- Ławki dostosowane dla młodszych dzieci ( za małe dla klas trzecich które także korzystają z tej sali lekcyjnej!),

- Jedna wspólna szatnia dla dwóch klas pierwszych, dwóch trzecich i jednej drugiej. Jeden powiększony boks! Owszem rodzice mogą wejść z dzieckiem. Nie radzę na przerwie sprawdziłam. Wieszaki za wysoko jak na sześciolatki. Siedmiolatki także mają problem,

- Stołówki brak.

- Catering wymuszony prośbami rodziców, podawany jest w świetlicy!

- Odziały 0, 1, 2, 3 teoretycznie znajdują się na końcu korytarza, ale z toalety korzysta cała podstawówka. Szkoła we wspólnym budynku ma także gimnazjum, które zajmuje wyższe piętra. (wczoraj pomagałam zapłakanej PIĘCIOLATCE !!! skorzystać z toalety która była dla niej za duża a papier za wysoko!!!),

- W łazienkach jest papier przed wejściem do kabin i ,,okresowo" mydło,

- Przejście do szatni, świetlicy, biblioteki, sali gimnastycznej to przejście przez wspólny hol dla całej szkoły,

- Dzieci wychodzą przy ładnej pogodzie na dwór, gdzie jest ładny plac zabaw. Szkoła ma duży i zadbany teren zielony,

- świetlica teoretycznie z pierwszeństwem dla młodszych ale w praktyce dla wszystkich. Fajne panie, dzieci czują się dobrze,

- brak cichej świetlicy do odrabiania lekcji (kotłują się wszyscy i robią wszystko),

- żadnych zabezpieczeń kaloryferów, ostrych kantów itp.,

- tylko realizacja 19 godziny nauczycielskiej zapewnia jakiekolwiek zajęcia dodatkowe po lekcjach. (tak było w zeszłym roku ) na razie u młodszej cisza.

Młodsze dziecko powoli się przyzwyczaja. Lubi nową klasę. Czuje się w miarę dobrze, tylko dlatego że spędziło w tej placówce wiele czasu i jest zaznajomione z terenem i zasadami. (...) Mimo to realia ją trochę przerosły.

Dla przeciętnego sześciolatka zetknięcie się z takim stanem faktycznym to SZOK. Dodam że szkoła uchodzi za dobrą i przyjazną!

W przyszłym tygodniu mamy spotkanie w sprawie łączenia dwóch klas pierwszych (do jednej z nich chodzi moje dziecko) Klasa miałaby być trzydziestoparo osobowa! (siedmio-, sześciolatki).

Jednym z argumentów, którymi kierowaliśmy się przy wyborze szkoły i podjęciu decyzji aby ,,skazać" naszego sześciolatka na wcześniejszą edukację, były nieliczne klasy.

Jestem pedagogiem i widzę że choćby najlepszy nauczyciel nie zaradzi braku przygotowania szkół na zetknięcie się z nową reformą. Szkoły są nieprzygotowane na przyjęcie sześciolatków . Nawet te najlepsze. Papier wiele zniesie ale czy nasze dzieci...

-----------------------------

Szkoła nr 11 Ursus

Syn poszedł do pierwszej klasy za gorącą namową Pani Dyrektor, nie byliśmy w pełni przekonani, ale miało być jak na wakacjach.

Codzienne przychodzenie na świetlice w godzinach szczytu do sali około 40m2 to dzieci w ilości 100 osób. Zgiełk, ścisk, hałas nie do opanowania oraz krzyk pań nauczycielek -opiekunek.
Lekcje (7 klas I-ych) na 3 zmiany. Lekcje miały być 15-20 minutowe a potem zabawa, jakże szybko okazało się, że panie maja taki sam program jak dla 7-latków, i że gonią ich terminy. Syn codziennie do domu przynosił lekcje + ksero na kartkach, gdzie praca domowa zajmowała mu czasami ponad godzinę.
Częste uwagi wychowawczyni w dzienniczku, ze syn ma brzydki charakter pisma i kręci sie na lekcji, ze ciężko mu się skupić. Po rozmowach z psychologiem doszłam do wniosku, że dziecko nie może mieć ładnego pisma, bo dopiero w 7 rż. wyrabiają się mięśnie dłoni. Syn przychodził zestresowany, zrozpaczony, bał się szkoły. Na pierwszym zebraniu poinformowano nas, że jesli dziecko nie będzie dawało sobie rady na zajęciach do listopada możemy przenieść go do zerówki. Chcieliśmy to zrobić, to powiedziano nam że zrobimy dziecku krzywdę, a na koniec roku szkolnego powiadomiono nas, że lepiej by syn jeszcze raz poszedł do pierwszej klasy, bo prawdopodobnie nie da sobie rady w klasie II, chociaż zaliczenia z edukacji miał bardzo dobre, tylko z zachowania były gorsze. Ręce mi opadły... Syn strasznie to przeżył, płakał przez całe wakacje.
Panie nauczycielki komletnie nie przygotowane do opieki nad sześciolatkami, brak wiedzy psychologicznej, najlepiej by było: siedź, słuchaj, nie ruszaj się!
Kiedy chodziłam do Pani dyrektor na rozmowy z prośbą o interwencję np w sprawie świetlicy, że są problemy to dowiadywałam się, że Panie nie są pedagogami tylko opieką i nie mają wiedzy co do opieki nad dziećmi i mogą popełniać błędy. No cóż, szkoda, ze nikt nam nie chciał pomóc. Zabrałam dziecko ze szkoły, poszłam do innej a w wieku 7 lat skończyły się problemy.

------------------------

Rybnik
(z forum Rzeczpospolitej)

W tym roku szkolnym posłałam mojego syna do I kl. Nasza szkoła jest mała i integracyjna więc nie ma większych problemów z wprowadzeniem takich zmian, dlatego też zdecydowaliśmy się posłać go wcześniej. Jednak widząc co się teraz wyprawia i żałuję !!! Najpierw gimnazjum (największa katastrofa reformy szkolnictwa) teraz odbieranie dzieciom dzieciństwa!!! Zamiast znaleźć pracę dla ludzi i tym samym były by pieniądze na emerytury czy renty, to zamiast tego każą dzieciaczkom się uczyć zamiast bawić!!! Mój syn ma 24 godziny lekcyjne tygodniowo – przecież to udręka wysiedzieć tyle godzin dzieciom które powinny się wyszaleć i wybawić! Gdy przychodzą do domu i mają odrabiać lekcje to z płaczem siadają do biurek zamiast siadać do klocków czy lalek na podłodze.

---------------------------

SP 7 ŁÓDŹ

Jestem mamą 4 letniej dziewczynki. Moim zdaniem nie tylko szkoły nie są i nie będą gotowe do 2014 roku na przyjęcie sześciolatków, ale też podejście nauczycieli wobec najmłodszych dzieci się nie zmieni. Koleżanka posłała sześcioletnie dziecko do Szkoły Podstawowej nr 7 w Łodzi i niestety bardzo się rozczarowała brakiem zrozumienia ze strony nauczyciela wobec zachowania jej dziecka. Nauczycielka zarzuca dziecku, że za dużo zadaje pytań np. Pani siada na biurku pada pytanie, „Dlaczego Pani siada na stole? Przecież nie można." Albo Pani każe skreślić błędny tekst w książce. Dziecko podnosi paluszek i mówi "Mamusia mi nie pozwala kreślić w książeczce". Pani na te pytania dziecka nie odpowiada, tylko wstawia uwagę do dzienniczka, że dziecko źle się zachowuje wobec nauczyciela. Inny przykład. Niektóre sześciolatki doskonale radzą sobie z kartami pracy i są w stanie skończyć zadania szybciej niż inne dzieci, za to nie potrafią usiedzieć przez kolejne 20 minut w ławce nudząc się. Nauczyciele obiecują dodatkowe zadania dla zdolnych dzieci żeby właśnie się nie nudziły przez ten czas. Niestety na obietnicach się kończy, dodatkowych zadań nie przygotowują, ale wzywają rodziców do szkoły, bo ich dziecko źle się zachowuje -wierci się, rozmawia, je kanapkę.
Przecież to sześciolatek, któremu należy wytłumaczyć zasady szkolnej rzeczywistości a nie karać za reformę. Emocjonalnie sześciolatki bardzo różnią się od swoich siedmioletnich kolegów, niestety nauczyciele nie biorą tego pod uwagę. Uważam, że jeśli MEN chce zapewnić dostęp do wysokiej jakości edukacji to przede wszystkim nie powinien spieszyć się z reformą, ale zbadać jakość nauczania i podejście nauczycieli do ucznia we wszystkich szkołach, bo jak na razie z opinii znajomych rodziców wiem że nauczyciele obiecują pomoc młodszym dzieciom ale z obietnic się nie wywiązują. Do 2014 roku podejścia nie zmienią.

Mamy 4-latków.

--------------------------------

Możemy działać tylko dzięki Twojemu wsparciu! Twoja pomoc jest ważna.
 
Prowadzimy bezpłatne infolinie ekspertów i  inne formy pomocy rodzicom. Jeżeli możesz wesprzyj nasze działania.
28 2490 0005 0000 4500 2748 0168
Fundacja Rzecznik Praw Rodziców
ul. Steinhausa 2/52, 02-747 Warszawa

 
Możliwe są też wpłaty on-line przez Dotpay
Wesprzyj nas