5 lat Telefonu Wsparcia Rodziców zagrożonych odebraniem dzieci

Komunikat o błędzie

Warning: ini_set(): A session is active. You cannot change the session module's ini settings at this time in drupal_environment_initialize() (line 692 of /home/zaranski/ftp/nowarzecznik/includes/bootstrap.inc).

Telefon Wsparcia Rodziców zagrożonych odebraniem dzieci świętuje swoje pięciolecie! W tym czasie pomogliśmy dokładnie 1188 rodzinom. Fundacji Rzecznik Praw Rodziców udało się uchronić wiele dzieci przed pójście do domu dziecka a wiele innych udało się wydobyć z placówki, oddać rodzicom i przywrócić im dom. Jedna z najbardziej poruszających historii znalazła właśnie, po czterech latach, swój szczęśliwy finał. W sprawie pani Agnieszki i czwórki jej dzieci skupiają się wszystkie niedoskonałości systemu, który krzywdzi najbardziej ludzi, którzy potrzebują pomocy. Na szczęście są w tej historii również urzędnicy, którzy pomogli w powrocie dzieci do domu i sędzia, która już na pierwszym posiedzeniu nakazała aby dzieci natychmiast oddać mamie

60 miesięcznych relacji z działalności Telefonu w: 2013 r. TUTAJ, 2014 r. TUTAJ, 2015 r. TUTAJ2016 r. TUTAJ; 2017 TUTAJ; 2018 r. TUTAJ

Historia pani Agnieszki
 od początku była bardzo trudna.

Przez pierwsze 5 lat życia była skazana na przemoc żyjąc w rodzinie dysfunkcyjnej, z poważnymi problemami alkoholowymi. Ojciec bił ją tak że pani Agnieszka jako malutkie dziecko nabawiła się urazów, na skutek których cierpi do dziś.

Po śmierci ojca matka oddała ją do domu dziecka. Pani Agnieszka zmieniła sześć placówek, 96 razy uciekała do domu. Matka nie chciała jej przyjąć i wzywała policję. W ten sposób pani Agnieszka wracała do domu dziecka. Nie mogąc się pogodzić z umieszczeniem w placówce, tym bardziej że była tam bita przez jednego z wychowawców.  Zadawała sobie pytanie, dlaczego matka jej nie kocha, dlaczego się tu w ogóle znalazła. Mimo doznanych krzywd dziś jako dorosła kobieta odnosi się do swojej matki z wielką miłością i zawsze mówi o niej tylko dobrze.

W wieku 18 lat musiała opuścić ośrodek i poradzić sobie bez rodziny i bez przygotowania do samodzielnego życia. Próbowała stworzyć szczęśliwy związek, ale kolejni spotkani przez nią mężczyźni również zaczynali stosować wobec niej przemoc. Uciekała od nich i wiosną 2014 roku znalazł się w skrajnie trudnej sytuacji, jako samotna matka trójki malutkich dzieci bez środków do życia. Dzieci chorowały a pomoc ze strony opieki społecznej nie docierała na czas. Pani Agnieszka stoczyła prawdziwą walkę o przetrwanie, dzielnie opiekując się dziećmi, które dużo w tym czasie chorowały. Gdy MOPS nie dał jej pieniędzy na opał, paliła meblami. Jednocześnie słała rozpaczliwe apele o pomoc. Gdy wreszcie pracownik socjalny zjawił się w jej mieszkaniu zamiast przyjść z pomocą nakłonił panią Agnieszkę do zgłoszenia się do szpitala psychiatrycznego i obiecał zapewnić dzieciom opiekę na czas leczenia. Po długich namowach matka uległa, spakowała dzieciom rzeczy i zabawki na dwa tygodnie i zgłosiła się na leczenie aby spełnić oczekiwania opieki społecznej.
Ordynator szpitala nie widział jednak wskazań do hospitalizacji. Uznał, że mamie potrzebna jest pomoc socjalna i ewentualnie psychologiczna. 

W międzyczasie odbyła się sprawa w sądzie rodzinnym bez udziału matki. Nie zaproponowano nadzoru kuratorskiego czy opieki asystenta rodziny, pod okiem których dzieci mogłyby przebywać w domu z mamą. Decyzję podjęto mimo, że matce nie postawiono zarzutu przemocy wobec dzieci a odebranie dzieci powinno być ostatecznością, gdy inne działania nie dały pożądanego skutku, o czym mówi wyraźnie kodeks rodzinny w art. 112.
W dodatku maluchy zostały rozdzielone. Przez dwa tygodnie nie dopuszczono matki do kontaktu z nimi. Pani Agnieszka nie rozumiała co się stało i dlaczego dzieci nie mogą do niej wrócić. Czuła się oszukana przez urzędnika MOPS.

Zrozpaczona matka  poruszyła niebo i ziemię, żeby uzyskać kontakt z maluchami. Uzyskała możliwość widywania najstarszej córki raz na dwa tygodnie, młodszych dzieci częściej. Przy dwójce najmłodszych, matka zastępcza pozwalała pani Agnieszce wykonywać wszystkie czynności jakie wykonywała w domu przy dzieciach. Mogła je karmić, kąpać, usypiać. Natomiast ze starsza córką, przebywającą w innej miejscowości mogła spotykać się tylko przez chwilę i pod ścisłym nadzorem. Jak relacjonuje czuła się jak przestępca, który może skrzywdzić własne dziecko.

W końcu uprosiła urzędników Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie o połączenie rodzeństwa, ponieważ starsza córka bardzo źle znosiła rozłąkę z rodziną. Udało się i dzieci mogły być wreszcie razem. Niestety trafiły w złe warunki, do zaniedbanego mieszkania. Dzieci opowiadały, że znęcano się nad nimi, miały siniaki. Najstarsza córka opowiadała, że gdy upadła jej kanapka na podłogę kazano jej jeść ją wprost z podłogi jak psu. W dodatku najstarsza dziewczynka dostała grzybicy i bardzo cierpiała. Po interwencjach pani Agnieszka w PCPR, po roku dzieci zostały przeniesione do innej rodziny, a tamta rodzina zastępcza przestała pełnić swoją funkcję.

Na kolejnym posiedzeniu sądu zarzucono matce brak warunków mieszkaniowych do wychowywania dzieci, brak pracy, z czym wiązał się brak środków na utrzymanie dzieci. Pani Agnieszce udało się podjąć stosunkowo dobrze płatną pracę. Wynajęła też duże mieszkanie z nadzieją, że gdy spełni oczekiwania sądu, odzyska szybko dzieci. Mieszkanie było całkowicie przygotowane i wyposażone na powrót dzieci: pięć łóżek, meble, łazienka z ciepłą woda, ubrania odpowiednie na każdą porę roku. Brakowało tylko dzieci. Pani Agnieszka nie była jednak wstanie opłacać dwóch mieszkań, więc zadłużyła mieszkanie komunalne, co nie spodobało się sądowi. Dzieci pozostały w rodzinnym domu dziecka. Matka uzyskała jednak zgodę sądu na urlopowanie maluchów na wszystkie weekendy.

Miała nadzieję ułożyć sobie życie z mężczyzną, którego spotkała w tym trudnym czasie. W 2015 roku na świat przyszła kolejna córeczka, którą matka opiekowała się bez zarzutu. Sama zgłosiła się w nowym miejscu zamieszkania do  Ośrodka Pomocy Społecznej i zaprosiła do siebie urzędników, żeby udowodnić prawidłowe wykonywanie obowiązków rodzicielskich i zadowalające warunki mieszkaniowe. Cały czas pracowała nad powrotem dzieci do domu. Chociaż nigdy nie postawiono jej zarzutu niewłaściwego wychowywania dzieci, zawsze była troskliwą kochającą mamą, po dwóch latach nadal była w punkcie wyjścia i nie mogła odzyskać dzieci.

Bezradna wobec sądu i urzędników, zgłosiła się do Fundacji Rzecznik Praw Rodziców po pomocDopiero od Koordynatora Telefonu Wsparcia Rodziców Marzeny Kąkąły dowiedziała się, że ludzie, którzy podejmowali decyzje w jej sprawie wykorzystali jej nieznajomości prawa. Po raz pierwszy zobaczyła w sądzie akta swojej sprawy i przesłała je do Fundacji. Pani Agnieszka pomimo, że miała decyzję sądu o urlopowaniu dzieci od piątku do niedzieli w każdym tygodniu, nie była wstanie wyegzekwować realizacji tego prawa od matki zastępczej. Dyrektorka Rodzinnego Domu Dziecka konsekwentnie utrudniała kontakty z dziećmi. Mama myślała, że nic w tej sprawie nic nie da się zrobić.  Dopiero Koordynator Telefonu Wsparcia pomógł pani Agnieszce, aby decyzja sądu bezwzględnie była realizowana. Rozmowy telefoniczne mamy z dziećmi były również bezprawnie kontrolowane i cenzurowane. Prowadzono je w trybie głośno mówiącym a gdy dzieci żaliły się mamie, rozmowa była przerywana z komentarzem rodziców zastępczych, że dzieci kłamią. Matka zastępcza o wielu sprawach dotyczących dzieci nie informowała matki biologicznej.

Dopiero teraz dowiedziała się, że ma prawo uczestniczyć w wizytach lekarskich, poznać lekarzy, którzy prowadzą leczenie dzieci i być z nimi w kontakcie, spotykać się z wychowawcami w przedszkolu, i w ten sposób aktywnie uczestniczyć w wychowywaniu dzieci.  Poznała ustawę o pieczy zastępczej i Kodeks Rodzinny. Bardzo chętnie podjęła współpracę z Fundacją i żeby ułatwić korespondencję specjalnie założyła pocztę  elektroniczną.

Interwencja Fundacji Rzecznik Praw Rodziców sprawiła, że mama mogła przywozić dzieci do domu na weekendy. Podróż trwała w jedną stronę dwie godziny, bo rodzina zastępcza mieszkała w innej miejscowości. Nie było to jednak przeszkodą, aby dzieci zawsze mogły być w domu z mamą na czas urlopowania.  Taka sytuacja trwała całe dwa lata, niezależnie od pory roku. Dzieci po urlopowaniu nie chciały wracać do rodzinnego domu dziecka, szczególnie najstarsza dziewczynka. Ona najbardziej ucierpiała, wymagała specjalistycznej opieki. 

Opinia psychologa wskazywała na konieczność powrotu dzieci do domu w trybie natychmiastowym. Natomiast najmłodsze dziecko w dniu odebrania od matki miało roczek, więc traktowało rodziców zastępczych jak biologicznych, wołając do nich mamo i tato. Fakt ten był bardzo bolesny dla pani Agnieszki.

Mama wzorcowo współpracowała z lokalnym MOPS-em, asystentem o którego sama poprosiła, z pracownikami Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, nie sprzeciwiając się urzędnikom, nie chcąc w żaden sposób zaszkodzić dzieciom. A troje urzędników bardzo pomogło jej w dalszych staraniach. Opinia urzędników wskazywała jednoznacznie na konieczność do powrotu dzieci do mamy.

Pani Agnieszka nieprzerwanie walczyła o zniesienie ograniczenia władzy rodzicielskiej. Dowodziła, że potrafi stworzyć dzieciom ciepły, pełen miłości dom. Wywiady środowiskowe kuratora i pracownika socjalnego pełne dobrych opinii. Mimo to sąd rodzinny nadal twierdził, że pani Agnieszka nie poczyniła żadnych kroków w kierunku odzyskania dzieci. Fundacja Rzecznik Praw Rodziców zaangażowała się w postępowanie sądowe uczestnicząc w sprawie i przedstawiając swoje stanowisko stanowiące pomoc przy rozstrzyganiu przez Sąd stanu faktycznego.  

Bardzo pomogła pani adwokat Monika Pochopień-Mikołajczyk, która zajęła się sprawą pani Agnieszki pro bono. Złożyła apelację do sądu okręgowego od niekorzystnej decyzji sądu rejonowego.

W międzyczasie poważnie zachorowało najmłodsze dziecko pani Agnieszki. Podejrzewano chorobę śmiertelną. Był to bardzo trudny czas, który jednak nie załamał pani Agnieszki i nie odebrał jej woli walki o dobro dzieci. Osoby, które starały się jej pomóc patrzyły na to wszystko ze ściśniętym sercem, zastanawiając się skąd mimo tak trudnych doświadczeń całego życia znajduje w sobie tyle miłości i nadziei.

Wreszcie nadszedł tak długo oczekiwany przełom. Diagnoza lekarska na szczęście nie potwierdziła się i okazało się, że najmłodsze dziecko pani Agnieszki będzie żyło.
Jakiś czas później sąd okręgowy przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Tym razem nad sprawą pochyliła się inna sędzia.  Posiedzenie odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Na sprawie pojawili się urzędnicy z którymi pani Agnieszka na co dzień współpracowała. Sędzia była bardzo wstrząśnięta historią dzieci odebranych z powodu załamania nerwowego matki na skutek problemów finansowych. Nie przerywała świadkom, pozwoliła do końca się wypowiedzieć, co nie jest standardem. Sprawa trwała dwie godziny. Zeznania świadków wpłynęły korzystnie na rozstrzygnięcie sprawy. Już nazajutrze sędzia zadzwoniła do adwokata i poinformowała, że dzieci wracają natychmiast do domu. Radość mamy i dzieci była ogromna. 

Sędzia przyznała też, że po zakończeniu posiedzenia musiała otrząsnąć się z emocji, które towarzyszyły przy zapoznaniu się  ze szczegółami sprawy. Stwierdziła też, że dzieci nie powinny były w ogóle trafić do rodzinnego domu dziecka, bo w żadnym momencie nie było przesłanek aby odbierać dzieci matce.

---
W Telefonie Wsparcia Rodziców powtarzają się niestety historie podobne do historii pani Agnieszki, ponieważ jest to problem systemowy. Matki zagubione w gąszczu przepisów prawnych potrzebują natychmiastowej pomocy i wsparcia, którego nie uzyskują. Przykład pani Agnieszki pokazuje wszystkie niedoskonałości systemu działającego w Polsce. Brak mechanizmów pozwalających na szybkie udzielenie skutecznej pomocy spotyka się z łatwością stawiania oskarżeń rodzicom i pochopnym rozrywaniem więzi rodzinnych. Do tego dochodzi przewlekłość działań sądów rodzinnych, która niszczy życie dzieci, z utęsknieniem czekających na powrót do domu. Niektórzy urzędnicy instytucji pomocowych zdają się widzieć jedynie paragrafy a dobro dziecka, które jest teoretycznym uzasadnieniem ingerencji w rodzinę jest w istocie drastycznie łamane. Dodaje otuchy fakt, że pani Agnieszka spotkała tylu ludzi, którzy stanęli po jej stronie, nie tylko w Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, ale również prawnika, który bezpłatnie poprowadził jej sprawę, oraz co bardzo ważne przedstawicieli Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie i asystenta z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, i wreszcie sędziego, którego decyzją dzieci wróciły do mamy.

 

 

Wesprzyj nas